Zakładki:
Piszę o fotografii
KINGA KENIG blindspot@gazeta.pl Zaglądam
![]() Promote Your Page Too |
niedziela, 19 maja 2013
To pytanie zadaje sobie na łamach New York Times'a jego redaktorka ds. czytelnika Margaret Sullivan. Sprawa dotyczy jednego z dodatków dziennika, miesięcznika o modzie "T". Zdjęcia przedstawiane w nim są często mocno retuszowane.
Wielu fotoedytorów zgadza się, że zdjęcia modowe są innym typem fotografii, niż fotografia newsowa. Są pewnego rodzaju fantazją, zatem ingerencja Photoshopa jest tu dopuszczalna. Jednak redaktorka zadaje sobie pytanie, czy magazyn T, robiony przez ludzi, którzy tworzą z dziennikiem NYT tę samą redakcję i nie jest przy tym magazynem reklamowym, powinien mieć inne standardy dotyczące fotografii. A standardy NYT mówią: Images in our pages that purport to depict reality must be genuine in every way. No people or objects may be added, rearranged, reversed, distorted or removed from a scene (except for the recognized practice of cropping to omit extraneous outer portions). Adjustments of color or gray scale should be limited to those minimally necessary for clear and accurate reproduction, analogous to the "burning" and "dodging" that formerly took place in darkroom processing of images. Pictures of news situations must not be posed. In the cases of collages, montages, portraits, fashion or home design illustrations, fanciful contrived situations and demonstrations of how a device is used, our intervention should be unmistakable to the reader, and unmistakably free of intent to deceive. Captions and credits should further acknowledge our intervention if the slightest doubt is possible. The design director, a masthead editor or the news desk should be consulted on doubtful cases or proposals for exceptions. Fragment z Guidelines on Integrity(NYT) To samo pytanie można u nas postawić w kontekście zdjęć zamieszczanych w Wysokich Obcasach. Nie jest tajemnicą, że WO publikują retuszowane fotografie. Gazeta Wyborcza zawsze starała się przecież przestrzegać najwyższy standardów jeśli chodzi o nadmierną obróbkę zdjęć. Dlaczego jej magazyny mają być wyjątkiem? ( W ostatnich latach niestety niektórzy fotografowie dosyć często dostarczają redakcjom podkręcone, nierealistyczne, jaskrawe zdjęcia. Należą do nich przede wszystkim portrety. Gazety je publikują. To jednak temat na inną dyskusję)
niedziela, 12 maja 2013
Tomek Surdel, dziennikarz, fotograf i podróżnik na stałe mieszkający w Buenos Aires ostatnio odwiedził rodzinny Sopot. Gdy fotografował morze telefonem komórkowym nagle usłyszał: "Mnie sfotografuj". Odwrócił się. Stał przed nim mężczyzna w skórzanej kurtce. Właśnie wyszedł z więzienia po 16 latach odsiadki. Był z tego faktu tak dumny, że poprosił Tomka o wrzucenie zdjęcie do internetu.
Fot. Tomasz Surdel/tierralatina.pl Mimo, że zdjęcie jest zrobione telefonem komórkowym jest to szalenie ciekawy portret byłego więźnia. Postura, ubiór, mina, spojrzenie, zaciśnięta pięść są wyrazistym opisem życiorysu tego człowieka. A jeśli był w więzieniu przez 16 lat można sobie tylko wyobrazić, że ma na sumieniu całkiem sporo. W tle stoi znajomy bohatera.
wtorek, 16 kwietnia 2013
Właśnie przejrzałam pierwsze strony chyba prawie wszystkich gazet na świecie. To chyba już zboczenie zawodowe, którego raczej się nie wyzbędę. Zawsze interesowało mnie kto jaką decyzję podejmie co do wyboru zdjęcia w warunkach kiedy każda redakcja dysponuje tą samą pulą zdjęć. No prawie tą samą. Zaczynam od Gazety Wyborczej. Zdjęcie - chłodny dokument. Meta biegu tuż po wybuchach. Tak to wyglądało. Fotografia nie wali po oczach, tak jak inne krwawe kadry. Jego siłą jest absurdalność całego wydarzenia. Meta, która kojarzy się z radością i sukcesem i jest symbolem każdej morderczej walki, tutaj jest obrazem destrukcji i chaosu. To zdjęcie opublikowało sporo gazet. W niektórych z nich niestety jest znacznie ucięta górna cześć, i trudno sobie wyobrazić już, że to coś było przed chwilą metą.
Rzeczpospolita pokazała na pierwszej stronie uczestniczkę biegu, która z płaczem oddala się od miejsca tragedii. Dla mnie całkiem dobry wybór, ale brakuje mi tu czegoś. Zdjęcie jest mocne i delikatne zarazem. Na pewno jest to "bezpieczny" wybór jeśli chodzi o gusta niektórych czytelników wrażliwych na drastyczne obrazy. New York Times i wiele innych gazet, które opublikowały to zdjęcie, dokonał moim zdaniem najlepszego wyboru ze zdjęć dostępnych na serwisach agencyjnych. Warto przeczytać wywiad z autorem tego zdjęcia Johnem Tlumackim, fotografem Boston Globe. Inne jego zdjęcia ( poniżej) są również na czołówkach gazet na świecie.
To zdjęcie najczęściej publikowała prasa na świecie. Jest bardzo efektowne i mocne graficznie. Jest jak scena z filmu. Autor, John Tlumacki mówi, że zrobił je dosłownie sekundę po wybuchu. Policjanci jeszcze nie wiedzą co się stało.
To zdjęcie zrobił również Tlumacki. Jest bardzo drastyczne. Mimo tego wiele gazet zdecydowało się na umieszczenie go na pierwszej stronie.
Brazylijska Gazeta Folha De S.Paulo wybrała dwa znoszące się swoją siłą kadry. Obydwa są niezmiernie poruszające i drastyczne. Druga mniejsza fotografia dosłownie ściska gardło.
Bardzo podoba mi się rozwiązanie graficzne tej brazylijskiej gazety. Na początku pomyślałam, że to trochę za duża ingerencja grafików w ukazanie tego wydarzenia, jednak zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam, że w rzeczywistości to jest przerobiony plakat maratonu. Zamiast kolażu zdjęć biegnących maratończyków mamy tu zbiór wszystkich możliwych zdjęć pokazujących wczorajsze wydarzenie.
I na koniec moim zdaniem najlepsze zdjęcie. Prawdopodobnie nie było go w serwisach agencyjnych, bo opublikowała je tylko gazeta Boston Herald. Zostało zrobione pewnie przez obserwatora maratonu. Jest najbardziej bliskie momentu wybuchu, najbardziej newsowe, a flagi różnych krajów ( w tym polskiej) sprawiają, że można je odczytywać również na głębszym poziomie. Może nie koniecznie smoleńskim.
update A to, nie żaden mem, a prawdziwa okładka Sports Illustrated.
thx Ewa Meissner
piątek, 12 kwietnia 2013
Nie przestaję pisać bloga, ale o wiele częściej pojawiam się na Facebooku. Zapraszam do polubienia! https://www.facebook.com/blindspotblog?ref=hl
piątek, 15 marca 2013
Gdyby żyła, Diane Arbus obchodziłaby wczoraj swoje 90. urodziny. Kilka lat temu wyszła w Polsce jej biografia, którą miałam przyjemność zrecenzować dla Gazety Wyborczej. Z okazji urodzin mojej ulubionej fotografki wklejam artykuł. Na podstawie tej książki został nakręcony film "Futro: Portret Wyborażony Diane Arbus" z Nicole Kidman w roli głównej. Niestety nie widziałam, ale nie była to chyba najlepsza produkcja i podobno dużo się o Arbus z niego nie dowiemy. Lepiej więc sięgnąć po 2 znakomite albumy. Diane Arbus: An Aperture Monograph oraz Diane Arbus Revelations oraz zrecenzowaną przeze mnie biografię: Diane Arbus. Biografia PATRICIA BOSWORTH. Biografia Diany Arbus to dramatyczna opowieść o jednej z najsłynniejszych fotografek XX w. Patricia Bosworth, amerykańska dziennikarka i autorka licznych biografii sław Hollywood, napisała ją na podstawie relacji prawie dwustu osób. Ich wspomnienia tworzą zbiorowy portret dorastającej dziewczyny o wyjątkowym talencie, matki dwójki dzieci, odważnej artystki. Arbus przegrała walkę z nawracającą depresją, w wieku 48 lat popełniła samobójstwo. - Urodziłam się na samej górze drabiny społecznej i odkąd pamiętam, zsuwam się w dół najszybciej jak potrafię - wyznała kiedyś Diane swoim studentom. Dziadek Arbus przyjechał do Ameryki w 1880 r. z Bolesławca. Zaczynał od sprzedawania orzeszków ziemnych w pociągach, pod koniec życia był właścicielem kilkupiętrowego salonu z futrami i elegancką odzieżą przy nowojorskiej Piątej Alei. - Byłam traktowana niczym tandetna księżniczka - wspominała Diane.
czwartek, 07 marca 2013
Przez nowojorskie studio fotograficzne Howarda Schatza przewinęły się setki modelek. Młodziutkie dziewczyny, często jeszcze nastolatki, z najróżniejszych krajów świata zasiadały przed obiektywem fotografa i pozowały do seksownych sesji fotograficznych. Schatz zawsze zadawał im pytania: skąd pochodzą, jak się im żyje w Nowym Jorku, czy tęsknią za domem, kto im pomógł dostać się do świata mody i reklamy. Bardzo często w opowieściach modelek przewijała się postać matki. Codziennie do nich dzwoniły. Nawet jeśli mieszkały na Syberii. To zainspirowała Schatza i jego asystentkę oraz żonę Beverly Ornstein. Namówili dziewczyny, by przy najbliższej wizycie ich matek w Nowym Jorku odwiedziły razem ich studio. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Po 12 latach portretowania modelek z matkami Howard Schatz ma już kolekcję ok. 300 zdjęć. Fotograf planuje zrobić łącznie tysiąc portretów, z których chciałby opublikować album. Kilkanaście zdjęć opublikował ostatnio magazyn New York Times'a
Zdjęcia: Howrd Schatz/ New York Times Oprócz fizycznego podobieństwa matek i ich córek modelek, Schatza bardzo zainteresowały wzajemne relacje kobiet. - Podczas sesji język ciała zdradzał ich więź emocjonalną. Niektóre pary matek i córek siadały blisko siebie i przytulały się. Inne trzymały się na dystans. Nawet gdy prosiłem, by kobiety zbliżyły się do siebie, za moment odsuwały się chociażby na 2 cm. Były też takie matki, które próbowały być starszymi siostrami swoich córek. Same chciały się wcielać w rolę modelek. Pozowały tak jak ich córki lub miały podobne stroje. To wszystko było dla mnie niezwykle interesujące – mówi Howard Schatz w wywiadzie dla bloga The 6th Floor.
wtorek, 01 stycznia 2013
The New York Times to bodaj jedyny dziennik na świecie, który mimo kryzysu w prasie cały czas reprezentuje bardzo wysoki poziom fotografii. To nie tylko zasługa utalentowanych fotografów, z którymi gazeta współpracuje, ale również znakomitych fotoedytorów. Każdy, kto czyta regularnie NYT na papierze dostrzeże, jak bardzo przemyślane i trafione są wybory zdjęć, nie tylko na pierwszej stronie, ale również do krótkich depesz. Na koniec roku redakcja uraczyła swoich czytelników przeciekawym wyborem zdjęć. Obejrzyjcie koniecznie. Najlepiej na iPadzie. Ja na widok tych trzech zdjęć zawiesiłam się na kilka sekund. I właśnie tego typu zdjęcia kocham. Podczas kampanii prezydenckiej Barack Obama wpadł do pizzerii na Florydzie. Jej właściciel tak oto powitał prezydenta.
Fot. Doug Mills/NYT Amerykańska gimnastyczka Kyla Ross podczas Olimpiady w Londynie.
Fot. Chang W. Lee/NYT W USA przeszło półtora miliona dzieci jest bezdomnych. 22-letnia Missy Race z synkiem korzysta z opieki społecznej i mieszka w domu zastępczym.
Fot. Craig Blankenhorn dla NYT
środa, 26 grudnia 2012
Wiktor Dąbkowski jest fotografem od niedawna. Najpierw był dziennikarzem radiowym, ale znudził mu się ten zawód i postanowił zostać fotografem. 6 lat temu wyjechał do Brukseli i rozpoczął pracę fotografa politycznego w Parlamencie Europejskim. Nie był przygotowany do zawodu ani teoretycznie, ani praktycznie. Uczył się na miejscu od kolegów fotoreporterów. Dziś jego zdjęcia publikowane są w prasie na całym świecie. W Polsce reprezentowany jest przez agencję PAP . Rok temu Wiktor zaczął pracować nad osobistym projektem Wonderland. Pokazuje on zimny i biurokratyczny klimat instytucji europejskich.
Wonderland został zauważony niedawno przez jurorów konkursy Photostory. Zdjęcia Dąbkowskiego można obejrzeć jeszcze do końca roku w warszawskiej Galerii 27 . A od 25 stycznia do 8 lutego 2013 r. będą one wisieć na ścianach europejskiego klubu prasowego w Brukseli . A to moja rozmowa z Wiktorem przeprowadzona kilka dni temu na Skypie.
piątek, 14 grudnia 2012
Kampania fundacji ITAKA poświęcona depresji u mężczyzn trwa już półtora miesiąca. Ja jednak dopiero niedawno zwróciłam na nią uwagę przechodząc pasażem metra Wilanowska. Na ścianie wisi 9 wielkoformatowych zdjęć, na których widzimy mężczyzn chorujących na depresję. Leżą w łóżku i obojętnie wpatrują się w przedmioty w swoich pokojach. Autorem zdjęć jest Patryk Karbowski. Bardzo podoba mi się ten projekt. Fotograf pokazał cierpienie mężczyzn w sposób niezwykle prosty i subtelny. Żałuję tylko, że zdjęć jest tak mało, przez co wystawa ta troszkę ginie w pasażu metra. Ale na pewno zachęcam. Oprócz metra Wilanowska można ją jeszcze zobaczyć do końca grudnia na stacji Kabaty.
Zdjęcia: Patryk Karbowski/stopdepresji.pl Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że depresja jest czwartą najpoważniejszą chorobą, z którą zmagają się ludzie na świecie.
wtorek, 11 grudnia 2012
Dwa lata temu podczas festiwalu Doc Film Festival obejrzałam film Alana Berlinera pt. "The Sweetest Sound", w którym bada on metafizykę imienia i nazwiska. Pod lupę wziął własne: Alan Berliner. Wyszukał w całych Stanach mężczyzn, którzy tak samo się nazywają i zaprosił ich na kolację. Przy stole zasiadło 13 Alanów Berlinerówm, dla których, jak się okazuje, dźwięk ich imienia i nazwiska jest ogromną częścią ich dumnego ego. Własne imię i nazwisko zainspirowało też polską fotografkę Renatę Dąbrowską. W 2009 r. podczas wizyty w przychodni zdała sobie sprawę, że kobiet o takim samym imieniu i nazwisku musi być w Polsce bardzo dużo. Tylko w jednej dzielnicy Gdańska jest ich aż trzy. Renata postanowiła je odnaleźć, sfotografować i wysłuchać. Właśnie możemy zobaczyć owoc jej pracy, album "Ja, Renata Dąbrowska - 100 portretów" . A dziś o godzinie 19.00 we Wrzeniu Świata spotkanie z autorką.
Zdjęcia: Renata Dąbrowska | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||