czwartek, 17 września 2009
Uczciwy paparazzo to oksymoron. Zdarza się tylko w bajkach i... reklamie banku
komentujcie: blindspot@gazeta.pl zapraszam też na Duży Kadr, rewelacyjny serwis Gazety Wyborczej, który od niedawna współtworzę.
piątek, 31 lipca 2009
To zdjęcie udostępnił serwis prasowy prezydenta Rosji. Przedstawia prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa rozmawiającego przez telefon na pokładzie prezydenckiego samolotu. Agencja nie podaje gdzie prezydent leci ani z kim rozmawia. Wygląda bardzo na luzie, jakby wracał z imprezy: ma lekki zarost, dżinsy, a na szyi chyba skórzany naszyjnik.
Fot. AP Photo/RIA Novosti, Vladimir Rodionov, Presidential Press Service komentujcie: blindspot@gazeta.pl Jestem dziennikarzem TVP i towarzyszylem Dalajlamie przez 2 dni jego wizyty. Ps. oczywiscie ilosc 'kamer' ostatnio tez jest koszmarnie wysoka i nie raz mam wrazenie, ze zadeptamy naszych biednych setkowiczow. o tempora, o mores ;-) Grzegorz Kwolek Aktualizacja, wtorek 4 sierpnia, 17:30 Podczas konferencji prasowej w Lozannie Dalajlamę spytano co myśli o świńskiej grypie. Zareagował wkładając do nosa spray na katar. Dobrze, że nie stało się to w Polsce bo zrozumielibyśmy, że świńską grypę ma w nosie. To tak trochę nie a propos, ale nie mogłam się oprzeć
Fot. REUTERS/Valentin Flauraud KK
komentujcie: blindspot@gazeta.pl
środa, 29 lipca 2009
Sławek Kamiński, który fotografował wczoraj wizytę przywódcy Tybetu w Muzeum Powstania Warszawskiego opowiedział mi jak dramatycznie z punktu widzenia fotoreportera wyglądało to wydarzenie. Dalajlamy na krok nie odstępowali panowie w garniturach. Chwila, która mogła być uwieczniona jako symbol wygląda jak widać:
Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta Na myśl przychodzi legendarne zdjęcie Willego Brandta klęczącego samotnie przed Pomnikiem Bohaterów Getta w grudniu 1970 r. Pewnie nie miałoby tak dużej symboliki gdyby obok kanclerza Niemiec stali jacyś ludzie.
Fot. Stanisław Czarnogórski/PAP Podobnie, nie byłoby fotograficznej ikony - Jana Pawła II pod Ścianą Płaczu w Jerozolimie w 2000 r. gdyby papieżowi ktoś towarzyszył.
Fot. Piotr Wójcik/Agencja Gazeta
komentujcie: blindspot@gazeta.pl
wtorek, 28 lipca 2009
Jeszcze 4 miesiące temu te zdjęcia byłyby sensacją. Do kwietnia obowiązywał zakaz na fotografowanie przylotu ciał amerykańskich żołnierzy poległych w Iraku i w Afganistanie w bazie Dover. Dziś zdjęcia owiniętych amerykańską flagą trumien są już powszedniością. Tych przylotów od kwietnia było już przeszło 120. Na ok. 70% była zgoda rodziny i właśnie te, według nowego rozporządzenia mogły być fotografowane. Oto kilka z nich. Są podobne i monotonne bo wszystkie ceremonie wyglądają tak samo, a fotoreporterzy mogą robić zdjęcia tylko z wyznaczonych miejsc przy zastanym świetle. Najczęściej ceremonie odbywają się nocą
Specjalista CChad A. Edmundson zginął w Iraku (AP Photo/ Steve Ruark)
Kapral William . Comstock zginął w Iraku (AP Photo/Haraz N. Ghanbari)
Starszy szeregowy Michael E. Yates zginął w Iraku (AP Photo/Gerald Herbert) Młodszy kapral Brandon Lara zginął w Iraku (AP Photo/Evan Vucci)
Sierżant Joshua James Rimer zginął w Afganistanie (AP Photo/Steve Ruark)
Sirżant Phillip Myers zginął w Afganistanie REUTERS/Joshua Roberts
Młodszy kapral Charles S. Sharp zginął w Iraku (AP Photo/Steve Ruark)
Młodszy kapral Joshua R. Whittle zginął w Afganistanie (AP Photo/ Steve Ruark)
Starszy lotnik Ashton Lynn Marie Goodman zginął w Afganistanie (AP Photo/ Steve Ruark)
piątek, 17 lipca 2009
W wieku 98 lat zmarł Julius Shulman jeden z największych fotografów architektury. Fotografował domy zaprojektowane przez najsłynniejszych modernistycznych architektów ( m.in. Franka Lloyd Wrighta, Miesa van der Rohe) w sposób wówczas bardzo nowatorski: w chłodnych, minimalistycznych przestrzeniach umieszczał osoby, domowników, których obecność nadawała zdjęciom subtelności. To dzięki jego zdjęciom rozpowszechniona została koncepcja dostatniego, eleganckiego, domatorskiego życia w słonecznej Kalifornii w okresie powojennym. Najsłynniejsze zdjęcia Shulmana to ”Case Study House #22", Los Angeles, 1960" - fotografia domu zaprojektowanego przez Pierre'a Koeniga. Dwie kobiety siedzące w przeszklonym salonie nowoczesnego domu usytuowanego na urwisku. Za nimi rozświetlone Los Angeles. Shulman zrobił to zdjęcie ustawiając ekspozycję na miasto. Kobiety siedziały w ciemności. Oświetliła je lampa błyskowa, którą Shulman uruchomił po kilku minutach. Tu więcej historii o powstaniu innych zdjęć. Opowiada sam Shulman
Fot. Julius Shulman
czwartek, 16 lipca 2009
Kwartalnik Dispatches powstał przeszło rok temu. Nie jest to typowy magazyn fotograficzny. Okładka jest tekturowa, bez śladu fotografii. Esej fotograficzny, który towarzyszy każdemu numerowi zajmuje mniej stron niż poważne teksty o tematyce społeczno-politycznej. Twórcy magazynu wzorowali się ewidentnie na magazynie Granta. Ostatni, 4. numer poświęcony jest biedzie na świecie. Na stronie internetowej można zobaczyć slideshow zamieszczonych zdjęć i przeczytać fragmenty tekstów. Na stronie Dispatches obejrzałam też niedawno video ze spotkania z Stephenem Mayesem - wieloletnim sekretarzem World Press Photo, laureatem World Press Photo Timem Hetheringtonem i fotografem agencji VII oraz redaktorem Dispatches Garym Knightem. Dyskusja pod tytułem ”Wojna i fotografia” miała miejsce w maju w galerii agencji VII w Nowym Jorku. Mayes i Hetherington wychodzą z założenia, że głównym problemem nękającym fotoreportaż wojenny jest jego przestetyzowanie. Wydaje się, że nie ważne co jest na zdjęciu, lecz jak wygląda. Fotoreportaż to dziś styl, a nie historia. Ten styl, z kolei jest często powielany. Hetherington mówi, że fotografię newsową w gazetach można by porównać do świateł drogowych. Nie muszą niczego opowiadać wystarczy, że jasno zasygnalizują. Światło czerwone: widzimy rozpaczającą kobietę – znaczy wojna. To dlatego w agencjach znajdziemy tysiące zdjęć jednego z najbanalniejszych symboli konfliktów: drutu kolczastego. Z kolei Gary Knight opowiada bardzo ciekawie dlaczego został fotoreporterem wojennym i jak bardzo świat, który widział na wojnie różnił się od wyedytowanego obrazu na stronach magazynu. Wiele wątków poruszanych w dyskusji jest już oklepana. Mimo tego warto przyjrzeć się im z nieco innej strony. Ogląda się bardzo przyjemnie. Może dlatego, że panowie są zrelaksowani. Sądząc po jakości obrazu, spotkanie filmowane jest aparatem fotograficznym (Canonem), którego widok pewnie mniej stresuje. A kształt i kolor butelek, po które co chwile sięgają paneliści wskazuje że piją piwo!
komentujce: blindspot@gazeta.pl
środa, 15 lipca 2009
Fundacja Flashes of Hope zajmuje się organizowaniem sesji zdjęciowych dla małych pacjentów szpitali onkologicznych w USA. Profesjonalni fotografowie i styliści w różnych miastach Ameryki pracują w tych sesjach charytatywnie. Pozowanie przed obiektywem to dla dzieci ogromna atrakcja. Co widać na zdjęciach. Po sesji fundacja ofiarowuje dzieciom oprawione zdjęcia i płytki CD ze wszystkimi fotografiami.
Fot. Tim Pearson, Minneapolis
Fot. Buck Holzemer, Minneapolis
Fot. Stanley Leary, Atlanta
Fot. Len Rothman, Norfolk
Fot. Thomas Gorman, Norfolk Niestety jeden minus galerii zdjęć na stronie to brak imion fotografowanych dzieci.
sobota, 11 lipca 2009
Nowy komentarz. 12 lipca, 9:54 Od mr makowski Temat jest ciekawy, choc -- jak Rzeka, (nieco) banalny -- i nieco to -- wywalanie dawno (w innych dziedzinach) wywalonych juz Drzwi... UKRYCIE -- to nasze prawo. czlowiek moze -- nie chciec mowic, jak cos robi. Jeśli chodzi o fotoreporterów i dokumentalistów to wolno im bardzo mało a CO TO JEST "dokument"? i -- jak napisalem juz wielokrotnie, w tym do Pana Vontrompki: a co do Fotoszopa: Warto przeczytać regulamin --------------------------------
Dostałam maila od Vontrompka z pytaniami dotyczącymi poprzedniego wpisu: Na czym właściwie polega problem z owym Martinsem? Na tym, że używał środków elektronicznych, czy na tym, że mówił, iż ich nie używał? Domyślam się, że (formalnie) na tym drugim, ale gdyby mówił otwarcie, że używa Photoshopa, nikt by go nie zatrudnił, prawda? No więc: czemu? What's wrong with Photoshop? Czemu uchodzi używać filtrów i zaawansowanej optyki -- a postprodukcja już raczej śmierdzi? Czy są jakieś niepisane, ale twarde zasady, mówiące, że można zmieniać kontrast, kolory, ale już nie geometrię obiektów?... A może chodzi o to, żeby było TRUDNIEJ? Czy zatem zdjęcia zrobione na jednej nodze będą cenniejsze, niż te ze statywu? Odpowiadam: Problem Martinsa to ukrycie przed redakcją faktu manipulacji elektronicznej . New York Times Magazine często publikuje zdjęcia zrobione przez fotografów artystów. Niektórzy z nich używają fotomontażu jako środka wyrazu i nie stanowi to przeszkody w byciu opublikowanym. Wystarczy, że przy zdjęciu pojawi się odpowiednia informacja ( np. photo illlustration) NYT Magazine i Martins umówili się nie na projekt artystyczny lecz na dokument. Z jakichś powodów Martins tę umowę złamał. Jeśli chodzi o pytanie co wolno a czego nie wolno robić w Photoshopie to myślę, że artystom wolno wszystko. Jeśli chodzi o fotoreporterów i dokumentalistów to wolno im bardzo mało. Kopiowanie, doklejanie elementów bądź ich zupełne wymazywanie jest tu zabronione. ‘Mniej inwazyjne’ działania takie jak kadrowanie, maskowanie, dodawanie kontrastu, rozjaśnianie są dopuszczalne, ale jak pokazał przypadek Bo Christensena istnieją granice. Warto przeczytać regulamin NYT dotyczący fotografii Użycie zaawansowanych obiektywów, które zniekształcają rzeczywistość ( np. użycie modnego w fotoreportażu obiektywu tilt-shift, który sprawia, że świat wygląda jak makieta filmu animowanego) to technika, którą fotograf wybiera dla osiągnięcia konkretnego celu. Nie ma nic wspólnego z manipulacją. Aparat, tak to zarejestrował. Polecam slideshow Vincenta Laforeta, który spopularyzował tilt-shift. Opowiada dlaczego go użył. Wyobraźmy sobie, że ten efekt uzyskał w komputerze i opowiada co zrobił w Photoshopie. To już nie byłyby rozważania fotografa - fotoreportera, lecz artysty, grafika, malarza. To samo dotyczy długiego czasu naświetlania. Pozostaje pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć czy Martins byłby równie sławny gdyby od początku otwarcie mówił o swoich metodach i czy dostałby tak duże zlecenie od magazynu NYT komentujcie: blindspot@gazeta.pl
czwartek, 09 lipca 2009
Uwaga: dodałam nowe informacje na dole Tydzień temu niedzielny magazyn NYT opublikował serię zdjęć pokazujących skutki przeinwestowania na rynku budowlanym w USA: straszące jak widma osiedla, nowiutkie domy, w których nikt nie zamieszka, imponujące nieskończone konstrukcje. Materiał powstał na specjalne zamówienie magazynu. Portugalski fotograf Edgar Martins od jesieni zeszłego roku metodą tradycyjną, na filmie dokumentował następstwa deweloperskiej bańki w USA. Niektóre zdjęcia sprawiały wrażenie nierealnych, być może dlatego we wstępie redakcja zaznaczyła, że zdjęcia zostały zrobione na długim czasie, bez ingerencji Photoshopa. We wtorek internauta o pseudonimie 'unixrat' biorący udział w dyskusji na temat zdjęć Martinsa zauważył, że jedno ze zdjęć (które nie poszło na papier ale było opublikowane w internetowej galerii) jest zbyt symetryczne by było prawdziwe. Tutaj dwie wersje zdjęcia w formie animacji, która pokazuje jak niewiele różni się "oryginał" Martinsa od zmontowanego przez Unixrata lustrzanego odbicia lewej strony zdjęcia Spostrzeżenia internauty dotarły do redakcji. Materiał szybko usunięto ze strony, a w zamian wstawiono tę redakcyjną notkę: Editors' Note: July 8, 2009 A picture essay in The Times Magazine on Sunday and an expanded slide show on NYTimes.com entitled "Ruins of the Second Gilded Age" showed large housing construction projects across the United States that came to a halt, often half-finished, when the housing market collapsed. The introduction said that the photographer, a freelancer based in Bedford, England, "creates his images with long exposures but without digital manipulation." A reader, however, discovered on close examination that one of the pictures was digitally altered, apparently for aesthetic reasons. Editors later confronted the photographer and determined that most of the images did not wholly reflect the reality they purported to show. Had the editors known that the photographs had been digitally manipulated, they would not have published the picture essay, which has been removed from NYTimes.com.
Magazyn Photo District News bierze pod lupę kolejne zdjęcia i odkrywa inne przypadki zastosowania efektu lustrzanego odbicia i klonowania. Na przykład na tym zdjęciu przedstawiającym nieskończoną inwestycję w Las Vegas ogrodzenie z lewej strony jest lustrzanym odbiciem ogrodzenia z prawej.
Kilka dni temu oglądałam ten materiał w Internecie. Nie byłam zbytnio zachwycona ani zdjęciami, ani pomysłem. Ale doceniłam fakt, że przy tak kiepskiej kondycji finansowej NYT wysyła fotografów na tak długie projekty. To przykre, że padli ofiarą fałszerstwa fotografa, który jak opisał wydawca jednego z jego albumów ( prestiżowy Aperture): tworzy piękne obrazy szpetnych miejsc starannie je komponując bez komputerowej manipulacji. update Rhonda R Shearer komentująca artykuł w PDN, bierze z kolei pod lupę inne zdjęcię Martinsa. Zwraca uwagę, że na zdjęciu opublikowanym we wspomnianym albumie Topologies są ślady klonowania. W lewym dolnym rogu kamienie w wodzie powtarzają się. Tutaj galeria zdjęć z albumu
update 20:30 Tutaj wywiad z Edgarem Martinsem przeprowadzonym rok temu z okazji publikacji albumu Topologies. Powiedział w nim to: Moje fotografie nie przechodzą przez post produkcję, czy to w ciemni czy komputerze ponieważ to doprowadza cały proces do erozji... Kiedy stajesz się perfekcjonistą, perfekcja cię zniewala, co może zniekształcić ogólne znaczenie zdjęcia. Dlatego próbuję robić zdjęcia w sposób jak najbardziej organiczny. Ale nie mam nic przeciwko fotografii cyfrowej. A tutaj historia o tym jak Adam Gurno(unixrat) informatyk z Minnesoty odkrył fałszerstwo. Być może zobaczył coś co tysiące oczu nie było w stanie dostrzec bo kilka lat temu sam budował dom. komentujcie: blindspot@gazeta.pl |
Ostatnie notki
Zakładki:
Fotoszkoła
Gość: Albert Zawada
Gość: Christopher Morris
Gość: Tomasz Wiech
Gość:Krzysztof Miller
Oddział Rzeszów
Zaglądam
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||